Projekt X – dziś odpalenie

01.05.2017 r.
„X to nie X”.

Trochę już siedzę w żeglarstwie. Jakieś 35 lat.
Różne rzeczy widziałem…

Od lat marzę o swoim projekcie, o tym by móc zrobić coś, co nie tylko będzie miało „ręce i nogi” ale będzie czymś co choć a w małym stopniu pchnie polskie żeglarstwo naprzód.
To wielkie słowa… ale czemu mam się ograniczać?
Bez wielkich wyzwań stalibyśmy w miejscu. A kto nie idzie naprzód…
Romek Paszke i paru innych chłopaków nigdzie by nie dopłynęli w Race 2000, gdyby Roman powiedział „Dobra, tego się nie da zrobić…”
Mateusz Kusznierewicz nie miałby złotego medalu, gdyby nie wierzył , że jest w stanie to zrobić. Wygrywać z najlepszymi.
Szymon Kuczyński nie zarzucił planów płynięcia sklejkową „Setką” przez Atlantyk. A teraz ma świat za pasem (takim małym jachtem!!!) i snuje jeszcze większe plany…

Mój brat słynie z „a’la filozoficznych” fraz…
Przeważnie, bardzo śmiesznych w gatunku Monthy Pythona…
„Po co ci ręce, skoro masz nogi”. Bez sensu? Noooo… trochę …😉
Ale jedna jest bardzo fajna i nią posługuję się często…
„Skoro chcesz coś zrobić, to weź i PO PROSTU to zrób”.

No to robię. I tym jest właśnie „Projekt X”
A właściwie nie „X” (iks).
To jest Projekt X. Czyli „Dziesięć” 🙂

Tak. To dziesiąty projekt (duży) który będę robił. We wszystkich wcześniejszych byłem trybikiem działającym dla wspólnego dobra, na rzecz innych ludzi… Terminowałem u nich latami , ucząc się zawodu. Zawodu żeglarza oceanicznego – co zawsze było moim celem.
Uczyłem się od najlepszych facetów w Polsce. I choć żeglować po oceanie nauczyłem się już dawno temu, brakowało mi wielu składników by być „żeglarzem kompletnym”.

To musiało przyjść. Ale dopiero po wielu latach zbierania doświadczeń, płacenia frycowego, angażowania się w szalone pomysły, po to tylko by spróbować…
Nauczyłem się bardzo wiele. Jeszcze nie wszystko wiem (a chciałbym) , ale jestem już uważam na tym etapie , by móc ocenić szanse i dostrzec skutki, kluczowych decyzji. Ze szczegółami sobie poradzę. Po wieloletnim planowaniu, rozkładaniu na czynniki pierwsze, pracowaniu nad szczegółami, budowaniu scenariuszy, wybieraniu opcji…wiem.
To się uda. Nie, nie tak…. Nic się nie „uda”… Ja to po prostu zrobię „tymi ręcami”. Wypracuję. Wyrobię. Wymuszę.

Koledzy żeglarze kilkukrotnie zadawali mi pytanie w czasami niezbyt miłej konwersacji… „Ty tylko gadasz! Czemu nie zrobisz swojego projektu, skoro wiesz lepiej?!. Weź i zrób!”

No właśnie…
Nie robiłem, bo nie było sensu. Zawsze czegoś brakowało… A a to odpowiednich ludzi (bo to ludzie są największym kapitałem), a to kasy, a to sytuacja była niesprzyjająca…
A ja NIE MOGŁEM tego zrobić źle lub „po łebkach”…
Bo jestem „zerojedynkowy”.
Albo dobrze, albo wcale.
I to „wcale” trwało tyle lat.
„My way or No way”.
Tym razem jestem pewny, że mam wszystko.
Ludzi. Przede wszystkim.
Sytuację życiową.
Doświadczenie.
Wiedzę.
Sprzyjające okoliczności.

Projekt Dziesiąty (a nawet podwójnie dziesiąty – szczegóły później , hihihi) to mój projekt życiowy.
Takim chcę być człowiekiem i to chcę robić.

Projekt X

———————————————————————————————-