Jacht

Jaki powinien być?

Dzielny.
To przede wszystkim.
Jeśli nie będzie dzielny, marne będą szanse na przetrwanie Północnego Atlantyku. O wygraniu można będzie tylko pomarzyć i… pozostanie to w sferze marzeń.
Tak więc, musi być dzielny.
Czyli jaki?
Na pewno nie inshore’owa regatówka. Świetna i szybka ale … z załogą. Gdzie ktoś zawsze trzyma ster, ktoś inny reaguje żaglami  a jeszcze inny robi kawę…
Musi być to jacht budowany na ocean i na warunki tam panujące. A ponieważ będę dysponował zaledwie (przy dobrych układach) kilkoma procentami budżetu jachtu klasy IMOCA, na pewno nie będzie to ani łódka nowa ani też nawet zbliżona kształtem.
Zapomnijcie o foilach.
Zapomnijcie o superzaawansowanej elektronice.
O węglu, cuban fiber i dedykowanym routierze też.

Tak więc, czego możecie się spodziewać , to starsza, klasyczna łódka w rodzaju oceanicznego cruisera, mająca olbrzymi potencjał. Potencjał do zmian na lepsze, które zostaną wprowadzone przez przygotowujących ją.
W założeniu (choć to będzie zależne od budżetu), z łódki zostanie tylko…. kadłub. A raczej shell.  Bo „troszkę” z nią „pokombinujemy”… (czyt. „zoptymalizujemy” 😉 )
Na koniec… waga i wymiary będą się zgadzać… Ale to już będzie ZUPEŁNIE inna łódka.

I takiego okrętu szukam. A właściwie już znalazłem. Są takie 2 na świecie , które mnie interesują.
Teraz trzeba na nie po prostu zarobić. A dokona tego GYS, pracą własnych rąk.

Wg planu, który mam, okręt musi być w moich rękach do 30 kwietnia 2019 r. I wtedy zdążę ze wszystkim.
Troszkę czasu zostało a my nie zasypiamy gruszek w popiele 🙂

O nowościach , będziemy informować.